piątek, 14 listopada 2014

Czarne-Białe

Witam.
Ostatnio mam nieodpartą ochotę na pisanie, tak więc postanowiłam coś naskrobać. Nie, nie będzie o kolorach. Celuję bardziej w powiedzenie 'każdy kij ma dwa końce'.
Swojego czasu byłam bardzo rozdarta nad wyborami, które pędziły tylko w jedną stronę. W skrajność. Ktoś zapytał: 'wolisz psy czy koty?, czarny czy biały, ogień czy wodę?". Oczywiście to przykłady.
Otóż, jestem zdania, że wszystko ma swoje dobre i złe strony, nic nie jest tylko czarne albo tylko białe.
Jako, że mam świra na punkcie każdego rodzaju antropologii, chcę ukazać cechy ludzkie- powszechnie uznawane za wady lub walory z jednego punktu widzenia- po mojemu, z obu stron medalu.
Na pierwszy ogień idzie: SZCZEROŚĆ.
Dla jednych zaleta w 100%, dla innych zaleta- okazjonalnie, dla następnych problem. Jednak sama szczerość nie jest ani wadą ani zaletą, po prostu jest. Również szczerość nie jest chamstwem. Chamstwem byłoby dopowiadanie niepotrzebnych, obraźliwych słów. Znam kilku, może kilkunastu ludzi, którzy nie wiedzą jak powiedzieć prawdę tak, aby nie zranić kogoś. Zakładam, że znaczna część ludzi ma z tym problem, ale nie wszyscy. Otóż- jeżeli ktoś wymaga szczerości- to szczerym być należy. Jeżeli idziesz z koleżanką na zakupy, a ciuch jej nie pasuje- to powiedz prawdę, że 'jej ten ciuch nie pasuje' i pomóż wybrać inny, który będzie ładnie wyglądał. Otóż- nie sztuka powiedzieć prawdę i mieć resztę w dupie- sztuka powiedzieć prawdę i pomóc. Masz przyjaciółkę, która ma problemy w związku- nie słódź, że wszystko będzie dobrze, bo nie zawsze jest. Powiedz prawdę, potem podtrzymaj na duchu, jeżeli leży Ci na sercu jej dobro. Nie sztuką zamilczeć, aby kogoś nie urazić, i tak za każdym razem, ale sztuką powiedzieć w odpowiednich okolicznościach, aby ten ktoś wiedział jak się sprawa maluje oraz aby siebie uwolnić spod ciężaru niewypowiedzianych słów.
MECHANIZM KŁAMSTWA
Kiedyś doszłam do wniosku, że prawda jest w pewien sposób wolnością, a kłamstwo pęta umysł, duszę etc. Ktoś kto żyje w kłamstwie- nie jest wolny. Na przestrzeni wieków, ludzie przyzwyczaili się do kłamstwa, mataczenia, niedociągania, zatajania, czy ukrywania. Za to nie można winić, bo każdy ma swoją małą tajemnicę, której nikomu nie zdradzi, o której wie tylko on sam. Bywa też, że chce zaoszczędzić nerwów, stresu innym albo po prostu boi się powiedzieć prawdę, bo będzie czekała kara. Poza tym- czy istnieje choć jeden człowiek, który nie ma jakiegoś drobnego kłamstwa na sumieniu?
Moim skromnym zdaniem, odwagę za powiedzenia prawdy trzeba umieć docenić, bo kto powie prawdę z wiedzą, że poniesie za to odpowiedzialność karną? Ludzie potrafią czepiać się najróżniejszych błahostek, w dużym stopniu w ogóle nie związanych z sednem sprawy, tylko po to, aby obarczyć kogoś winą. Nie chodzi mi o to, aby usprawiedliwić kłamstwo, ale o to, aby zrozumieć pobudki osób, które używają tego mechanizmu obronnego. Jeżeli sytuacja wygląda tak: "Masz powiedzieć prawdę! - (tu ktoś mówi prawdę), -ty gówniarzu (!)***!!***!!) i następnie wpierdol- to kto normalny będzie się narażał? Inna sytuacja jest wtedy, kiedy ktoś potrafi zrozumieć, wybaczyć i nie gnoić, ale dać się wykazać w naprawianiu tego co zostało zepsute. Nie twierdzę, że trzeba ufać komuś bezgranicznie, ale od czego ma się oczy? Można zaobserwować starania, reakcje, zachowania tego, który coś spartaczył i dopiero wtedy wyciągnąć wnioski.
Tak na marginesie- z dzisiejszą technologią, umożliwiającą wykrycie kłamstwa oraz z ekspertami, którzy po gestykulacji i mimice potrafią wykazać kłamstwo, uważam, że sztuką jest umieć porządnie kłamać. Według mnie to też jest zaleta, która potrafi niejednokrotnie uratować tyłek. Oczywiście pod warunkiem, że jest to jednorazowe, bo ciągnąć proces, gdzie kłamstwo goni kłamstwo jest bądź co bądź niebezpieczne. No i na drugim marginesie- kłamiesz dla siebie, to kłam, ale nie wciągaj w to innych- raz, że mogą sypnąć prawdą, dwa, że różna odpowiedzialność może spotkać Was oboje. Jeżeli kłamiesz- to na własną rękę i bez publiczności + musisz mieć dobrą pamięć.
Oh, bym zapomniała. Nie chcę być błędnie zrozumiana. To nie tak, że zachęcam do kłamania i szlifowania tej umiejętności. Mam na uwadze przemyślenie skutków, ewentualnych konsekwencji- zarówno kłamstwa jak i prawdy. Dojrzałość polega między innymi na tym, aby brać odpowiedzialność za swoje czyny i słowa. To co zrobicie zależy tylko od Was.
SPRYT
Dla kogoś sprytnego i przebiegłego będzie to zaleta, dla kogoś kto jest w ten sposób oszukany, ominięty- będzie to oczywiście zmora. Spryt idzie w parze także z zaradnością i to bardzo często. A zaradność jest pewnym składowym inteligencji. Jeżeli chodzi o tę cechę to status waloru lub wady zależy od subiektywnego spojrzenia. Również w odniesieniu do dwóch poprzednich trzeba sprytu, nie lada inteligencji i niekiedy zaradności, aby na sytuacji skorzystać lub w najlepszym razie- nie stracić.
PRACOWITOŚĆ, AMBICJA
Ambitnemu człowiekowi jak najbardziej zależy na sukcesie. Sukces jest oczywiście pojęciem względnym i na różnym tle, w odniesieniu do różnych sytuacji. Ambicja jest pewnym rodzajem motywacji, bo motywacje są różne- niektórych motywuje końcowy efekt, innych osiągnięcia, które zyska po drodze, a niektórzy brną w coś z zamiłowania. Tych jest naprawdę bardzo dużo. Logicznie rzecz ujmując- ktoś ambitny będzie starał się, bądź będzie po prostu ulepszał swoje możliwości, będzie torował sobie drogę do sukcesu. Niekiedy brnie tak szybko i tak łapczywie, że nie zatrzymuje się po drodze. Pracowitość to jeszcze nie pracoholizm, ale ambicja czasem bierze zakładników pod ramię i te dwa (ambicja i pracoholizm) idą razem przez nieznane mroki. Jednak kładę nacisk na pracowitość- dla potencjalnego pracodawcy będzie to raj na ziemi mieć takiego pracownika. Pracownik- o ile będzie jedynie pracowity i nie dość wyszczekany- może być wykorzystywany przez załogę. Jak wiadomo- różni są ludzie. Jedni nie dadzą sobie w kaszę dmuchać, inny weźmie coś do siebie i będzie się jeszcze bardziej starał, aby coś udowodnić, jeszcze inny po prostu sprawę oleje, bez awanturowania się. O ile pracowity człowiek będzie dodatkowo ambitny i będzie brał każde 'ale' do siebie (bo zdarzały się sytuacje, gdzie ktoś celowo manipulował innym tak, aby za niego odbębniono robotę), to albo wypali się zawodowo, albo popadnie w jakąś nieprzyjemną skrajność i się podłamie, albo w końcu nie wytrzyma i :
a) zrobi niezły raban, pokrzyczy, porozbija etc.
b) pójdzie w pizdu
Obie perspektywy nie malują się zbyt dobrze, także: nie wykorzystujcie innych ludzi. Najlepiej- niech każdy robi to co do niego należy. Kluczową rolę odgrywa...
CIERPLIWOŚĆ
Co ta głupiutka Celevra mogła znaleźć w cierpliwości? Ano, ktoś nazbyt cierpliwy może być równie dobrze wykorzystywany. Ktoś wie, że u drugiego może sobie pozwolić na zbyt wiele. Jednak u ludzi zasoby cierpliwości się kończą. Czasem się zastanawiam co jest gorsze: wybuchnąć i pokazać, że wcale nie jest tak fajnie, że człowiek ma dość i oddać pięknym za nadobne, zatoczyć tym samym błędne koło zemst i własnych poniżeń, czy zatracić się w swoich myślach i upodlić się przed samym sobą, nie walczyć- no i jak nic- zatoczyć błędne koło.. Skrajna cierpliwość może zaprowadzić do wielu zakamarków, których człowiek nawet nie chce sobie wyobrażać, a co dopiero widzieć i przeżywać na własnej skórze.
GADATLIWOŚĆ
Miernik cierpliwości u różnych ludzi jest różny. Naprawdę. Jeden wytrzyma jazgot 24/h, innego szlag trafi po minucie. Szczerze powiem, że gadatliwość niektórych ludzi działa na mnie kojąco i mogę słuchać ich godzinami. Zawsze wbija mi się w pamięć monolog, który ktoś prowadzi z takim intensywnym zaangażowaniem. Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale cieszy mnie kiedy ktoś wyróżnia się tą specyficzną cechą myślenia, wiedzy, czy przemyśleń na głos. Jednak są dni, kiedy chcę tylko ciszy i niczego więcej.
Nie wyobrażam sobie gdyby ktoś 24/h cały czas ględził i nie mógł przestać, serio chyba bym kogoś zakneblowała i przywiązała do kaloryfera. Tu powstaje coś takiego jak kompromis. Pomnę na jeszcze jeden fakt- ktoś gadatliwy może być paplą, a ktoś kto jest paplą często rozsiewa plotki, które są pochłaniane przez innych z ambitną...
CIEKAWOŚCIĄ
Mówi się, że to pierwszy stopień do piekła. Sama ciekawość jeszcze nie jest grzechem i wcale nie musi być stopniem do piekła. Równie dobrze może być stopniem do raju, zależne jak kto postrzega te dwa pojęcia. Chyba każdy chciał się o czymś przekonać np. czy jak włoży palec do kontaktu to czy prąd go kopnie albo czy światło w lodówce świeci się nawet po zamknięciu i powolutku zamykał te drzwi...albo czy niebieski ogień jest gorący. Podpowiem- jest. Ciekawość to również pierwszy stopień do zdobycia wiedzy. Sądzę, że zależnie jak ta cecha jest wykorzystywana przez ludzi ma swoje plusy i minusy, obiektywne i subiektywne.
UPÓR
To także stanowczość. Z różnych przesłań wynika, że był na korzyść i na niekorzyść, zależnie od sytuacji. Kopernik się upierał, że Ziemia jest okrągła i krąży wokół słońca, trzymał się tego do końca i trzeba było czegoś więcej, aby potwierdzić jego tezę. Z kolei...hmm....ile jest bezsensownych 'złamanych serc', bo ktoś się upierał, że 'dla mnie się zmieni'. Jednak czasem należy się poparzyć na własnych doświadczeniach, aby zrozumieć. To też jest cecha, która należy do tych uwielbianych i nienawidzonych.
ODWAGA
W zasadzie to nie powinno tu się znaleźć, ale! Odwagą nie jest zrobienie kilku szalonych rzeczy, bo "JA NIE ZROBIĘ?!" NO TO PATRZ!"- to jest skrajna głupota. Nie dość, że ktoś dał się zmanipulować do zrobienia często niebezpiecznych rzeczy, a na pewno głupich, to jeszcze ryzykuje życiem, bądź zdrowiem i udowadnia swój brak rozumowania. Często też naraża zdrowie, życie bądź cenny czas innych, którzy wraz z nim będą skutki ponosić.




  Na ogół wszystkie cechy NIE SĄ ANI WADAMI ANI ZALETAMI. Wadą lub zaletą czyni fakt jak sami daną cechę postrzegamy, jak ona wygląda w naszych oczach. Cechy same w sobie, po prostu są specyficznymi czynnikami, które określają jakąś konkretną osobowość. Nad cechami można pracować, ale nie należy dopuścić do skrajności- być tylko takim i takim. Człowiek powinien być nieco elastyczny, że tak powiem, zależnie od sytuacji. To wiąże się między innymi z zasobami taktu lub ich braku oraz z tym jak chcesz, aby Cię widzieli. 
Nie istnieje cecha super dobra pod każdym względem i nie istnieje cecha super zła pod każdym względem. Wszystko się miesza. Nic nie jest tylko białe lub tylko czarne. Człowiek to jedna wielka mieszanina, cech, emocji i wszystkiego co w nim siedzi. Prawdopodobnie ominęłam znaczną część cech, które w normalnych warunkach bym tu umieściła, ale jak sobie o nich przypomnę to najwyżej napiszę drugą część, nawiązującą do tego posta.
Cóż, miłej doby i smacznych obiadków, pozdrawiam serdecznie- Ja.


poniedziałek, 3 listopada 2014

Dolor

Witam.
Dzisiaj opowiem troszkę o bólu. Z góry chcę zaznaczyć, że nie zamierzam wylewać swoich żalów etc., również przykłady, które podam (bo na nich najprościej wytłumaczyć) są nie tyle co zmyślone, bo na pewno miały już kiedyś zastosowanie i może mają, ale nie są autentyczne z mojego życia. No to jazda.
Co to jest BÓL?
Z łac. dolor. Najprościej powiedzieć, że jest to odczucie nieprzyjemne, swoiste, negatywne i subiektywne, powstające pod wpływem bodźców uszkadzających tkankę. Towarzyszące temu emocje to lęk i niepokój oraz przyspieszenie parametrów życiowych tj. przyspieszenie akcji serca, a co za tym idzie oddech, tętno.
Jest to wrażenie negatywne, ale ma swoje plusy. Kiedy coś boli to jakby daje sygnał i woła "Hej, ja tu cierpię! Hejoo! Zrób coś z tym!" Stopień bólu można pomierzyć w skali od 0-10, ale nie tylko. Lekarze często oceniają wizualnie oraz werbalnie. Ocena ta polega na zasadzie pięciu palców. Tak jak w j.polskim pisząc ogłoszenie czy zaproszenie mamy zasadę pięciu palców- tak w medycynie również ona jest w zastosowaniu. Mamy 5 stopni bólu:
1) brak
2) słaby
3) umiarkowany
4) silny
5) nie do zniesienia
Właśnie wyobraźnia podsuwa mi pomysł używania palca jako wskazówki dla lekarza, na zasadzie 1. stopień bólu to np. palec pierwszy, czyli kciuk. A teraz sytuacja "Proszę pokazać palcem na ile pana boli". Pacjent kciuk w górę- bólu brak. A gdyby tak zamienić piąty palec (mały) oznaczający 5. stopień, z tym środkowym to mogłoby to wyglądać tak: "Niech pan pokaże palec, na ile pana boli" i wtedy pacjent takiego palca fuck'a pod nos lekarzowi. No i wszystko wiadomo. xD
W tym chcę zaznaczyć, że już nie raz słyszałam, że pielęgniarka lub lekarz, chociaż częściej to pierwsze, mówili do pacjentów "na pewno nie boli cię aż tak" lub coś w ten deseń. Otóż- oni nie mają prawa oceniać cudzego bólu i nie mogą tak powiedzieć. Swoją drogą jest to denerwujące, może spowodować zdenerwowanie co nie służy pacjentowi i jego stan może się pogorszyć.
Mamy także 2 rodzaje bólu:
- ostry (nagły, silny ból) -> wtedy pacjenta się usypia, czyli najprościej mówiąc narkoza
- przewlekły, który trwa pomimo wygojenia się tkanek. Można go traktować jako chorobę np. bóle fantomowe).
A tak. Bóle fantomowe to bóle odczuwane w miejscu nieistniejącej, amputowanej kończyny lub w miejscu, w którym nie nastąpiły zmiany fizjologiczne, lub które nie zostało uszkodzone mechanicznie tak by mogło powodować ból rzeczywisty, np. w przypadku bolących, lecz zdrowych zębów.
Występuje też zjawisko Analgezji. To całkowity brak odczuwania bólu. Brak bólu zębów, głowy, siniaków etc. wydaje się super. Życie bez bólu. Otóż, to ma też drugą stronę. Włożysz rękę do ognia i możesz się nawet nie zorientować, ze skóra się topi, dopiero po zapachu się zorientujesz. Złamanie- można chodzić nawet miesiące kontuzjowanym i nie być tego świadomym- później komplikacje, bo kończyna się źle zrosła. Więc zapamiętaj- kiedy boli, daje sygnał, że coś jest nie tak. Brak bólu w przypadku analgezji może powodować tragiczne skutki.
Ból Psychiczny
Są to wszelkiego typu urazy na tle psychicznym, trauma, lęk, smutek, przygnębienie, jak to się teraz zwykło mawiać- dół, depresja, również stres i etc. Oczywistych oczywistości nie będę rozwijać, mam zamiar naświetlić Wam depresję, bo wielu ludzi ją myli z innymi schorzeniami, również ze stanem melancholii i wielu nie zna, nie wie co to w ogóle jest.
Otóż DEPRESJA to zaburzenie psychiczne, które charakteryzuje się obniżeniem nastroju, obniżeniem napędu psychoduchowego (spowolnienie ruchowe i spowolnienia toku myślenia), zaburzeniem rytmów około-dobowych (okres snu, czuwania, posiłków) i co najgorsze- wszechogarniający lęk. Nieleczona prowadzi do samobójstwa, choroby somatycznej lub targaniem się na własne życie o ile nie uda się za pierwszym razem. Natomiast MELANCHOLIA to po prostu stan przygnębienia związany z sytuacją życiową np. zawodem miłosnym. W tym stanie powstało wiele dzieł (obrazów, wierszy, muzyki etc.) Artyści wykorzystują ten stan do różnych tworów. Wiele dzieciaków zazwyczaj myli te dwa stany, objawy melancholii są przypisywane do stanu depresji co mnie niezwykle irytuje i zniechęca do prowadzenia dalszej konwersacji. Tak samo jak mylą zauroczenie z miłością. Wracając do depresji- z tego się nie da samemu wyjść, to trzeba leczyć. Czasem nie potrzeba specjalisty, odpowiednich leków, ale zawsze, ale to zawsze taki człowiek musi być otoczony kimś komu nie jest obojętny. W zasadzie ciężko zdefiniować ten stan jedną formułką, bo tyle ile ludzi na świecie, tyle może być rodzajów depresji. Jedna będzie silniejsza, druga słabsza. Jeden człowiek będzie krzyczał etc., inny, który był gadułą- zamknie się w sobie. Do każdego trzeba podejść indywidualnie. To jest także sprawa uczuć, a jak wiadomo każdy człowiek inaczej czuje, każdy ma inną psychikę. Adekwatnie do tego jak szybko można kogoś złamać i wprowadzić w stan przygnębienia- tak samo jest z wyleczeniem się  z niej, ale też nie zawsze. Kogoś kogo łatwiej złamać na wstępie- łatwiej wyprowadzić go z tego stanu (depresji). Jeżeli ktoś jest 'skałą' i się złamie...no to tu już może być problem. Ale jak mówię- do każdego należy indywidualnie podejść. Jedna depresja będzie składać się z jednego wielkiego głazu, inna z milionów kawałeczków kamyczków.

BÓL FIZYCZNY VS BÓL PSYCHICZNY
Na ten temat powstało wiele sprzeczności, który gorszy. Ja osobiście uważam, że gorszy jest psychiczny- jeżeli mam wybierać między tymi dwoma. Sądzę tak dlatego, że ból fizyczny nie trwa wiecznie. Możliwe, że trwa długo, czasem bardzo długo, ale nie wiecznie. Z czasem nawet się zaciera. Kiedyś usłyszałam lub przeczytałam taki tekst, że 'jeżeli kat był dobry to potrafił skazanego utrzymać w męczarniach nawet 3 tygodnie". 
3 tygodnie tortur-> śmierć= wybawienie. 
Kilka lat walki z rakiem = ból -> śmierć = wybawienie. Zostawić bliskich (świadomość ich bólu) = walka z samym sobą = ból psychiczny. 
Wyobraźcie sobie sytuację: pożar. Załóżmy, że rodzina jest dzietna. Przeżywa tylko jeden z rodziców. Żeby nie było- weźmy poparzenie 2. labo 3. stopnia. Oparzenia bolą jak cholera. Wygoją się, zostają blizny. Blizny przypominają, zmieniają, każde odbicie w lustrze powoduje wspomnienia, czasem nienawiść, nie mówiąc o tysiącach pytań typu "dlaczego?" Ale najgorszy jest ból po stracie rodziny. Wyobraźcie sobie, że Was to dotyka i to Wy mieliście to szczęście albo nieszczęście przeżyć. Wasza rodzina ginie. Z tego nie łatwo się otrząsnąć. Ten ból zawsze zostaje, zawsze się ciągnie, nawet jeżeli człowiek weźmie się w garść- zawsze ma świadomość straty. Dlatego sądzę, że jest gorszy psychiczny. Jest też teoria:

TOTAL PAIN
Jest to teoria Cicely Saunders, która wykłada, że ból ten polega na bólu fizycznym, który przerzuca się na ból psychiczny. Prowadzi do zerwania relacji z ludźmi na skutek bólu i prowadzi do bólu socjalnego. Po nim następuje ból duchowy. Oczywiście to skrót, postanowiłam zrobić rysunek (pożal się Boże), który to pokaże.




Jest to błędne koło. Ból fizyczny jest tak silny, że powoduje niechęć do życia i przerzuca się na ból psychiczny. Nikt chorego nie może zrozumieć, bo nikt nie cierpi w ten sposób w jaki cierpi poszkodowany. Oprócz niego nikt nie odczuwa tego bólu. Chory nie chce przebywać wśród ludzi, a  człowiek w odosobnieniu..jakby to powiedzieć...świruje. Brak towarzystwa i odosobnienie powodują samotność, a samotność to także ból duchowy, ergo- ból psychiczny. Od bólu nikt go nie uchroni, są leki, ale leki nie działają wiecznie. Co gorsza, organizm w końcu się przyzwyczaja do leków i nic nie łagodzi bólu. To tak w skrócie.

Cóż, fizycznego bólu raczej nie da się uniknąć w ciągu życia, ale mam nadzieję, że będziecie mieć go jak najmniej. Również mam nadzieję, że nie wpadniecie nigdy w depresję, czy nie przeżyjecie aż tak bolesnych doświadczeń. Trzymajcie się ciepło, pozdrawiam.

wtorek, 14 października 2014

Postrzelone pomysły!

Dzień dobry wieczór.
Dzisiaj chciałabym opowiedzieć o tym co robię, a właściwie co będę robić. A mianowicie będę wykonywać zawody (o ile uda mi się zdać) w zakresie gastronomii (choć tego wolałabym uniknąć, ale jak to mówią 'żadna praca nie hańbi), a także zawód opiekunki środowiskowej. Aktualnie jestem w szkole policealnej, która do tego zawodu mnie przygotuje. Chciałabym co nieco naświetlić obraz tej pracy.
Jak można się domyślić jest to opieka nad chorymi i dość spora odpowiedzialność. Jednak to tylko malutki przedsionek tego zawodu. Otóż, aby pełnić funkcje opiekuna nie wystarczy tylko lubić pomagać. Bardzo wielu ludzi rezygnuje z wykonywania tej pracy, bo 'wypala się zawodowo'. Nic w tym dziwnego i nie ma co osądzać, że człowiek jest taki, sraki i owaki, bo zrezygnował z pełnienia tej funkcji w środowisku. To bardzo ciężka praca.
Zarysuję Wam słownie czego nas uczą.
Otóż na pierwszy ogień rzucili nam psychologię, a co za tym idzie- socjologię. Jak można się domyślić psychologia wiąże się z poznawaniem ludzkiego umysłu, ludzkiej mentalności i szukaniu problemu oraz zwalczaniu go od podstaw. Bardzo często problem jest zagrzebany w podświadomości człowieka, często psycholodzy wypytują o dzieciństwo. Dla niektórych wyda się to dziwne, ale bardzo dużo problemów powstaje jeszcze w tym wczesnym okresie rozwoju. Przykładowo: zwyczajny Kowalski boi się psów. Lubi na nie patrzeć i obserwować, ale kiedy tylko pies jest w pobliżu bez właściciela czy bez ograniczonej wolności to Pan Kowalski zaczyna panikować. Często sam nie wie dlaczego, bo nie pamięta, aby kiedykolwiek zwierzę wyrządziło mu krzywdę. Zapytany o to- nie zna podstawy swojego lęku. I teraz pojawia się pytanie: dlaczego? Pan Kowalski postanowił zapytać o to swoją rodzicielkę, a ona odpowiada mu, że 'kiedy był jeszcze bardzo małym dzieckiem pogryzł go pies'. Pan Kowalski nie pamięta zajścia, ale w jego psychice, zdarzenie zostało zepchnięte w podświadomość, co stanowi teraźniejszy lęk.
Oczywiście nie uczymy się psychologii od A-Z, mamy tylko podstawy, bo nie sposób zbadać ludzkiej psychiki w całości, ponad to każda psychika jest inna. Tak jak każda dusza jest inna.
Słowo to: PSYCHOLOGIA składa się z dwóch greckich słów. PSYCHE- dusza i LOGOS- nauka.
Dlaczego 'dusza'? Można to łatwo określić, otóż każde żywe stworzenie, które potrafi myśleć, czuć i ma świadomość- posiada duszę.
Podobnie jest z SOCJOLOGIĄ. Nawet w mojej teraźniejszej klasie są osoby, które nie do końca wiedzą czym jest. Najczęściej mówią 'nauka o człowieku', ale dla ogółu to jest nauka o bardzo wielu ludziach. W zasadzie o całym społeczeństwie. Jak ludzie się w nim odnajdują, jak ludzie siebie postrzegają, jak ludzie postrzegają innych, normy etyki itd., itp. Całokształt społeczeństwa (grupy społeczne, człowiek w społeczeństwie, oddziaływanie etc.) Jedna nauka z drugą jest jak prawa ręka i lewa ręka. Jedno bez drugiego jest niepełne.
Dostaliśmy też taki przedmiot jak: organizacja opieki środowiskowej. Ja sama wyobrażałam sobie ten przedmiot jako lekki i bardziej na zasadzie 'jak zorganizować czas, co można robić i jak zachęcić do współpracy'. Nic bardziej mylnego! Na tym przedmiocie jest chyba wszystko! Skubniemy medycynę, psychologię i socjologię oczami lekarzy, prawa lekarskie (czyli ogólnie jakie prawa ma pacjent, jakie prawa ma lekarz, pielęgniarka, opiekunka itp.), jak rozpoznać chorobę, co robić w nagłych przypadkach, również opiekę jako pomoc przy czynnościach życiowych, nawet i tych najprostszych, logistykę, czyli najprościej mówiąc organizowanie wszystkiego, a także podział czasowy, aby ze wszystkim zdążyć, pomoc rehabilitacyjną i chyba wszystko co wchodzi w relacje pacjent-opiekun. To naprawdę bardzo obszerny dział.
Poza tym- będę uczyć się języka migowego! A jest on pożądany, bo niewielu opiekunów ten język zna.
Jak na razie reszty przedmiotów nie miałam, ale jak tylko dowiem się jak będą wyglądać to naświetlę sytuację.
Opiekunowie środowiskowi nie zajmują się tylko chorymi ludźmi starszymi lub dziećmi niepełnosprawnymi. Opiekunowie mogą pełnić funkcje podpory rodziny od strony fizycznej, psychicznej, mogą nawet być kimś w rodzaju terapeuty w rodzinie, która nie może znaleźć wspólnego języka. Mogą pełnić role kogoś w rodzaju 'super-niani' dla zbuntowanych dzieci i nastolatków, z którymi nie radzą sobie rodzice. Mają obowiązek naprawiać relacje międzyludzkie, ale wspólnie z tymi, których te problemy dotyczą, bo powiedzmy sobie szczerze- co z tego, że opiekun będzie sobie zdzierał ręce do krwi skoro ludzie, którzy sobie nie radzą nie będą z opiekunem współpracować, aby polepszyć swój status? Pracując muszą być podporą dla chorego i jego otoczenia.
Jak widać- to bardzo obszerny i odpowiedzialny zawód. Całe szczęście, że lubię uczyć się o człowieku. Szczerze mówiąc- nie zdawałam sobie do końca sprawy, że będzie na tym coś więcej oprócz 'jak pielęgnować człowieka i jak mu pomóc'. W składowe zalicza się cała psychika, wydarzenia losowe, odbieranie takich ludzi przez społeczeństwo...
A chciałam pierwotnie zostać na weterynarii....tak swoją drogą- ciekawe, na którym byłoby więcej do ogarnięcia....ale z drugiej strony- wolę uczyć się o człowieku niż ogarniać całą anatomię zwierząt i mieć praktyki w rzeźni.....wystarczająco, że wszelakiego typu mięsa musiałam przerabiać na gastronomii...
Podsumowując: ciekawostki będą się pojawiać na bieżąco, ja bardzo cieszę się, że trafiłam na ten kierunek, może za rok będę działać dalej w kierunku psychologii. Chyba po raz pierwszy w życiu jestem na właściwym kierunku i uczę się tego czego lubię.



wtorek, 7 października 2014

Raz kozie śmierć.

Witam.
Ostatnio dostałam bardzo ciekawe pytanie, bardzo kreatywnie pomyślane i bardzo wielowątkowe. Jest ono tu: http://justpaste.it/pytanie1#_=_
Jako że na Ask.fm mam ograniczoną ilość znaków, postanowiłam rozwinąć swoje myśli w postaci opowiadania właśnie tu, na blogu. Jeszcze zanim zapomnę, chciałabym podziękować za tak oryginalne, ciekawe i pobudzające wyobraźnię pytanie. Jestem naprawdę pod wrażaniem.
Pominę takie aspekty jak fakt, że samo średniowiecze trwało ok.1000 lat, mimo że jest ono istotne, bo ludzie kształcili się i zmieniali mentalność. Zmienię również płeć, bo do roli kupca bardziej pasuje mężczyzna. Oczywiście będę pisać językiem współczesnym, bo po bardzo, bardzo, bardzo, bardzo staropolsku nie umiem, a nawet jeśli bym umiała to nikt by tego nie zrozumiał i trzeba by było połowę przetłumaczać z polskiego na nasze.
**************************
Wraz z pierwszymi promykami światła usłyszałem jak dzwonnik wybijał rytm na dzwonie, budząc wszystkich w mieście. Miasto spowite było gęstą, szarą mgłą, a mimo to ludzie już chodzili żwawo i szybkim krokiem, aby uzbierać w urzędach jak najwięcej zacnych opinii na swoje mniemanie. Również dla mnie miał to być ważny dzień. To dziś miała odbyć się prezentacja najczystszego jedwabiu, sprowadzanego prosto z Azji, krainy leżącej za Górami Ural. Różne chodziły pogłoski o tym państwie, różne chodziły plotki o ludziach, a ostatnio nawet i o mnie. Z okazji prezentacji jedwabiu, a nie była to byle jaka prezentacja, bo uczestniczyć i przewodzić w niej miał sam książę! To na jego rozkaz, a w zasadzie prośbę odbyłem tę długą i wyczerpującą podróż. W zasadzie to była jego zachcianka, aby nie być gorszym i nie uchodzić za biedniejszego od samego Ludwika X zwanego Kłótliwym. W zasadzie nie był tak kłótliwy jak o nim mówili, był nieco przewrażliwiony na punkcie swojego ubioru. Jak każdy Francuz.
Przez całe przedpołudnie przygotowywałem miejsce pokazu, składałem i układałem materiały, aby jak najkorzystniej wyglądały. Inni z mojego fachu przyglądali się z dezaprobatą, z zawiścią w oczach. Słońce wznosiło się coraz wyżej i wyżej. Wszystko zmierzało ku perfekcji. W końcu wybił dzwon, stoły były zastawione dziczyzną na tę okazję, najlepszymi winami, winogronami i owocami morza, obstawa króla towarzyszyła jego bratu, a on sam siedział na bogatym krześle przyglądając się początkowi w cieniu, nie narażając swojej skóry na oparzenia.
Lektor zaczął wygłaszać przywitanie swoim donośnym głosem. Umysł miałem lekko przyćmiony, nie słyszałem większości słów, które mówił. Jeden z moich asystentów trącił mnie lekko dając tym samym znak, że prezentację czas zacząć. Skinąłem do nich głową i we dwóch delikatnie unieśli materiał, a ja zacząłem wygłaszać. Tak było z drugim i trzecim- po minach księcia i króla byłem w stanie stwierdzić, że materiały, kolorystyka i jakość przypadły im do gustu. Zacząłem się cieszyć w duchu, że moja kariera będzie dalej się rozwijać, a nad to, że będę poważanym kupcem na dziedzińcu królewskim. Cała prezentacja przebiegła pomyślnie, mogłem spodziewać się awansu, przestałem martwić się o dobro rodziny, wiedziałem, że teraz będą mogli w spokoju żyć, bez biedy i ubóstwa. Król Ludwik wstał, wygłaszając swoje zdanie i pochwalając te (jeszcze) nie pełne szaty. Uniósł puchar do ust, orzekł 'Vivat'......i upadł niczym szmaciana lalka u podestu, upuszczając kielich i wylewając resztkę zawartości. Piana zaczęła toczyć mu się z ust, wyraźnie się krztusił i nie mógł zachłysnąć powietrzem. Jego brat Filip krzyczał wniebogłosy, jedni przybiegli do króla, inni uciekli obawiając się, że wstąpił w niego zły duch, o których ostatnio było na językach. Medyk królewski przybył za późno i pozostało mu tylko stwierdzenie zgonu króla. Bramy zostały zamknięte, a dochodzenie wszczęte. Osoby, które przygotowywały ucztę- wszyscy kucharze, pomagierzy, osoby, które ustawiały dania na stołach, a więc i my (ja i moi asystenci). Na koniec zostawali ci, którzy po prostu tam byli i nie zdążyli uciec. Przesłuchanie trwało i trwało, na nic się zdawały słowa, które usprawiedliwiały mnie i moich asystentów. Po długim czasie nastąpiła narada. Trwaliśmy w milczeniu przez długie godziny w zimnym lochu, bez jedzenia i wody. Nikogo do nas nie wpuszczano, nikomu tez nie pozwolono wyjść, nawet za potrzebą. W tym obskurnym miejscu spędziliśmy całą, zimną noc. Rano słyszeliśmy dzwony- tym razem używane do celu nagłośnienia o pamięci króla, który wczoraj odszedł na skutek nieszczęśliwego wypadku, bądź podstępu. Moi młodzi asystenci zastanawiali się w głos- kto mógł życzyć mu źle. Upomniałem ich, że takie dochodzenie jest tylko na ich niekorzyść, niech mówią tylko wtedy kiedy zostaną poproszeni o głos. Do południa przynieśli nam miskę wody i kilka bochenków suchego chleba. Po głowie chodziły mi najróżniejsze myśli. Przez kraty w oknie zdołałem zobaczyć jak drogie materiały zostają podarte. To co z nich zostało nadawało się do pasania krów. Bardziej niż o materiały martwiłem się o siebie. Już dobę tkwiłem w tym obskurnym miejscu, zaczęły nawet odwiedzać nas pałacowe szczury. Nawet nie wiem kiedy zmorzył mnie sen. Tak czy owak obudziłem się z głową opartą o zimne kamienie, moich asystentów nie było już w celi. Gdyby nie ostatnie wypadki uznałbym ten wieczór za najpiękniejszy jaki miałem okazję zobaczyć. Słońce zabarwiało niebo na najróżniejsze kolory- od czerwieni aż po żółć. W końcu usłyszałem kroki. Otworzono z wielką siłą drzwi celi i wydarto mnie. Upadłem na kolana, ale szybko się podniosłem, a wtedy ludzie króla złapali mnie pod ramiona i unieruchomili. Nie miałem pojęcia o co może im chodzić, przez całe swoje życie nigdy nie byłem bardziej brutalnie potraktowany. Zaprowadzono mnie do sali tronowej, gdzie zebrali się chyba wszyscy ważni w państwie. Miałem okazję być tu tylko 2 razy i zawsze sala ta siała pustkami. Teraz było tak tłoczno, że niemal nie było czym oddychać. Popchnięto mnie na kolana, a książę spoglądał na mnie z pogardą. Był także miejscowy sędzia, a obok w takich samych togach jeszcze kilku innych mężczyzn. Lektor zaczął wypowiadać słowo księcia, w którym zawarte było to, że całe przedstawienie dotyczące materiałów było przykrywką, aby otruć króla. Jako, ze wiodłem główny prym w pokazie to zostałem obarczony winą. Nikt nie udzielił mi głosu, kiedy chciałem powiedzieć coś na swoją obronę, jeden ze sług księcia uderzył mnie mocno w twarz. Nie mogłem powiedzieć nic prócz 'Przyznaję się do zarzutów jakie zostały mi przedstawione". Sęk w tym, że nie miałem z tym nic wspólnego i nie chciałem się przyznać do czegoś o czym nie miałem pojęcia. Tym bardziej, że zamach na głowę państwa był karany śmiercią. Po prawie godzinnych torturach, gdzie raz po razie uderzano mnie w różne części ciała- nadal trwałem przy swoim, a oni nie mieli dowodów, bo nawet jak na ich rozumowanie- zmieszać truciznę z winem mógł ktokolwiek. Wysoko postawieni na dworze królewskim - poddani stwierdzili, że nic ze mnie nie wyciągną. Zabrali mnie obolałego i zakrwawionego do tej samej celi i kazali czekać aż los się wypełni. Z hukiem zatrzasnęli drzwi. Zanim te słowa do mnie dotarły minęło kilka minut, później mimo tego, że ledwo trzymałem się na nogach- zacząłem wydzierać się, że jestem niewinny. Mdlałem i budziłem się kilka razy, zlany potem. Dreszcze przebiegały mi po plecach co sekundę i nie mogłem opanować drżenia rąk. Wiedziałem, że gdy tylko wstanie słońce zostanę stracony. Zdawało się, że czas ucieka tak szybko jak mysz przed kotem. Nie chciałem nawet odliczać ile mi jeszcze zostało życia, pomyślałem tylko o tym, że nie zdążyłem przywitać się z rodziną, a teraz nawet się z nimi nie pożegnam. Przez kraty zobaczyłem, że niebo zaczyna jaśnieć na horyzoncie i usłyszałem szybkie lekkie kroki. Wiedziałem, że to po mnie. W odruchu zacząłem się modlić. Zakryłem twarz....czekałem......i usłyszałem ciche wołanie:
-Ej, ty....
Schowałem się za własnymi ramionami, nie chciałem patrzeć na tego kto po mnie przyszedł.
-Hej! Chodź, nie ma czasu! Podejdź!
Odkryłem powoli głowę i popatrzyłem z nieufnością w oczach. Zobaczyłem w słabym świetle jak ktoś przywołuje mnie ręką. Podpełzłem bliżej.
- W piątym rzędzie po prawej, na wysokości Twojego ramienia jest większy kamień. Przesuń go. Za nim znajduje się mały, wyszczerbiony sztylecik. Weź go.
Bez zastanowienia zacząłem szukać większego kamienia w piątym rzędzie po prawej. Znalazłem go szybko, choć i tak wydawało się, że minęła cała wieczność.
- Dobrze, teraz prawą stroną sztyletu podważ zawias. Lewa jest szczerbiona, więc uważaj.
Zrobiłem jak ów wybawca rozkazał. Wydostałem się i wprawiłem  z powrotem kraty do zawiasów.
- Szybko. Przejdziemy tylnym wejściem, tylko dla klawiszów, oni chwilowo śpią. W obejściu królewskim jest stajnia, za nią stoi klacz, która poniesie cię do najbliższej zagrody jaką zna. Jest oddalona o 20 km na wschód, zatrzymasz się tam, będzie na ciebie czekał list wraz z posłańcem królewskim, więc nie uciekaj przed nim. Najlepiej nic do niego nie mów, bo to on ma mówić, a ty słuchać. Później będziesz pracował dla mnie, ale pod ukryciem, przybierzesz nowe miano i nikomu nie powiesz co robisz, gdzie i dla kogo. Będziesz zdany tylko na siebie. Nie możesz też wrócić do kraju, bo drugi raz nie zdołam cię uratować. Jedź szybko i bezpiecznie.
Wsiadłem na kasztankę i ruszyłem. Zanim wtargnąłem na ścieżkę leśną chciałem zobaczyć swojego wybawcę, a właściwie wybawczynię, ale już nikogo nie dostrzegłem. Pospieszyłem konia i ruszyłem w las. jechałem galopem, aby zbyt szybko klacz się nie zmęczyła i abym nie był złapany. Po kilku kilometrach zobaczyłem rzekę, postanowiłem się trochę umyć z zakrzepłej krwi na mojej twarzy. Woda była lodowata, ale orzeźwiająca. Padałem z głodu, ale teraz nie mogłem pozwolić sobie na postój. Jednak klacz potrzebowała odpoczynku. Zebrałem trochę leśnych owoców i pozwoliłem klaczy skubnąć co nieco trawy, a potem ruszyliśmy dalej. Tym razem wolniej. Jechaliśmy i jechaliśmy, zza horyzontu prześwitywały już promienie zachodzącego słońca. Kiedy nastał zmrok, las się przerzedzał, a nam (zarówno mi jak i klaczy) doskwierał głód. Wyjechaliśmy na polanę, z której droga prowadziła do zagrody. Stwierdziłem, ze to musi być ta zagroda, o której wspomniała wybawczyni. nie byłem do końca przekonany, czy to aby nie jest pułapka i poważnie zacząłem się zastanawiać nad tym, aby tam wchodzić. Jednak klacz wyrwała się do przodu, do znajomego miejsca, gdzie świeże siano zakrywało żłób. Zaczęła jeść nie zważając na mnie, więc zeskoczyłem z niej. Okrążyłem lichą zagrodę i spojrzałem przez ubytek w ścianie do środka. Było tłoczno, gwarno i gorąco. Jednak postanowiłem zaufać wybawczyni. Uratowała mnie przed śmiercią, więc dlaczego teraz chciałaby mnie zabić? Chyba nie po to ratuje się ludzi, aby potem ich zabijać. Wszedłem wolnym krokiem i zająłem puste miejsce. nie miałem pieniędzy na strawę, ale mogłem odrobić. Zanim przekalkulowałem jak odpracuję posiłek dosiadł się do mnie rosły mężczyzna i zamówił jedzenie dla mnie, picie i miejsce na spoczynek.
- Miałem ci to zapewnić, a ty nie jesteś zobowiązany do zapłaty. Jednak moja siostra ma co do ciebie plany. I to nie byle jakie. Gdybyś nie był dobry w swoim fachu skończyłbyś jak te dwa małe pachołki, które trzymałeś na zaczepkę. Teraz ich głowy mogą co najwyżej dekorować bramy cmentarne. Zresztą nie tylko ich. Dzisiaj odbył się zbiorowy pogrzeb całej służby królewskiej i ty miałeś być wśród nich. Nie powiem, masz szczęście do interesów. Moja siostra chce, abyś przemycał dla niej te materiały. Jeżeli ci się uda dostarczyć je dla niej- pozostaniesz przy życiu, jeżeli się zdradzisz- zginiesz, jeżeli powiesz dla kogo pracujesz- zginiesz, jeżeli dasz się złapać- zginiesz, jeżeli zechcesz uciec- zginiesz. Czy to jasne? Ponad to, jutro z rana, kiedy tylko świt nastanie ruszasz na wschód. Dam ci mapę, gdzie bezpiecznie możesz się zatrzymać. Jeżeli załatwisz to co masz załatwić- wyślesz przez zaufanego posłańca. Nie pisz żadnych ważnych wiadomości na papierze, ustalimy znak rozpoznawczy, abym przez przypadek go nie zabił biorąc go za złodzieja. Dostaniesz oręż i konia, którym będziesz podróżował. Nie mogę zapewnić ci zbyt wysokich dochodów, bo płótna muszą być drogie, więc na nie będziesz musiał sam uzbierać. Jednak moja siostra, a twoja królowa doceni trud i cię nagrodzi. Wszystko zrozumiałeś?
- Tak. Mam tylko jedną prośbę. Czy mógłby ktoś skontaktować się z moją rodziną?
- Uchodzisz za zbiega, oni nie mogą o tobie nic wiedzieć pod groźbą śmierci. To logiczne. Gdyby cokolwiek wiedzieli o tobie, poprzez tortury mogliby dojść do tego kto cię uratował, a nawet cię znaleźć. Chyba nie chcesz nikogo narażać?
- Nie chcę....
- A więc jasne. Jutro ruszasz. Oręż i zapas pożywienia znajdziesz przy koniu.
Zaczął wstawać. Zanim zdążyłem się pohamować zapytałem:
- Co się właściwie stało? I dlaczego?
Zaniepokoiło go to pytanie, ale z westchnieniem odpowiedział przybliżając swoje usta jak najbliżej mojego ucha, aby nikt nie mógł podsłuchać.
- Wygląda na to, ze ktoś celowo otruł króla i próbuje obarczyć winą niewinnych ludzi. Powodów może być kilka. Każdy z jego otoczenia miał motyw. Jego brat sam chciał zostać królem, bo dotychczas był tylko jego cieniem, Ludwik wdał się w konflikt z innymi państwami, nie chciał udzielić poparcia i nie udzielił wojsk na podbój, a więc i możliwe, że dowódcy chcieli się go pozbyć. Ława sędziów miała zastrzeżenia co do mojej siostry i ich córki. Według nich- Ludwik był niegodnym królem i należało się go pozbyć. Tak czy owak- ktoś zrealizował to co miał w planach.
Pozostawił mnie samego z jedzeniem, piciem i myślami. Teraz zostało mi tylko zaplanować podróż.....




piątek, 26 września 2014

Drugie, trzecie i czwarte ja i jesień...

Witam!
Długo nie mogłam się zebrać na pisanie kolejnego posta, ale w końcu powiedziałam sobie DOŚĆ i postanowiłam napisać co nieco. Jest już wieczór, wicher wieje, herbata stoi, a deszcz jak z cebra leje. Chcę się podzielić jedną z moich pasji, a mianowicie- pisaniem wierszy, opowiadań i innych...
Dziś trochę poezji....

**1***
Zagubieni w przestrzeni czasu
Nie znający ciemności ani strachu.
Pragnący tylko prawdziwej miłości
Po kres wieczności w niewymiernym świecie.

Chusteczka nabiegła krwią szytego serca
Łzy zderzają się z planetami w kosmosie
I nawet wierzba żałuje tego losu...
Pod jej korzeniami spoczywają ciała dwóch osób.


Na tym pełnym światła wzgórzu
Zgubili swoje serca w rannym świetle
Rosa przykryła ich złączone twarze
Trawa splotła węzłem nierozerwalnym ich ciała..

Błękit nieba odbijał się w ich oczach
Tylko miłość tak twórcza i prawdziwa
Nie mieli domu, rodzin, przyjaciół
Tylko oni dla siebie w swoich ramionach..

Poświęcili życie na chwilę szczęścia i rozkoszy,
Zapłacili głodem, nędzą, chorobą.
Ból i strach, omamy różnych twarzy,
Choroba zabrała wszystko co cenne...

Teraz ich duchy szybują po nieznanym
Zbłądzili w wieczności , nadal się szukając.
Zmarli bezpiecznie w swoich ramionach
A natura co roku oddaje im pokłon...

*******

***2***
Zawartość słów zapisana w starym zeszycie
Oddałam część swoich myśli, oddałam cześć siebie
Moje serce na kartach wyryte
Czy jest wolne? Czy uwięzione? Nie wiem…

Ucieczka stanowi problem
Tak, jestem tchórzem, boję się
Rano się budzę – strach znika.
Roztrzepana, nieokrzesana aktorka wraca.

I tak upływa dzień za dniem
Dokąd zmierzam? Kim jestem?
Boże! Jak często zadaję sobie to pytanie?
Już przestałam liczyć… Nie wiem…

Wszystko jest czarno – białe.
Wszystkie kolory kontrastują ze sobą
Nic nie pasuje… Nic nie układa się w całość…
Tak jak moje cechy, tak jak moja osobowość

Czasem mam wrażenie, że rozdziera mnie na pół.
Jedno ciągnie w prawo, drugie w lewo…
Nie potrafię zdecydować… Stoję pośrodku
Bezczynna, niezależna, martwa…

Nie mam sił, aby utrzymać te dwie osoby.
Obie się ze sobą biją… Obie chcą mnie
I ja je chcę,
Ale nie potrafią się pogodzić
A ja już dawno przestałam pracować jako pośrednik.

*********

      Te dwa wiersze zapewniły mi bardzo wysokie miejsce w konkursie poetyckim. Pierwszy pisałam dosłownie na luzie, to miała być historia i sądzę, że udało mi się zawrzeć losy dwóch dusz, które poświęciły wszystko dla miłości i wciąż- nawet po śmierci nieustannie do siebie zmierzają, choć nie wiadomo czy uda im się odnaleźć wzajemnie.
Drugi z wierszy powstał w przełomowym dla mnie okresie. Jest bardzo chaotyczny, nabuzowany, dostrzec można monotonię, próby odnalezienia samej siebie, wewnętrzne rozdarcie, kontrast, który myli oczy- w końcu nie wiadomo czy jest kontrastem czy nie. Stąd też później zaczęłam mawiać "Wszystko jest powiązane ze wszystkim innym."
Większość wierszy, które piszę są przepełnione najróżniejszymi emocjami, ale ten był 'najłagodniejszy', który nie poszedł do szuflady, ale zdecydowałam się go...pokazać. Nawet teraz mam obiekcje czy go umieszczać, ale raz kozie śmierć- jak to mawiają. Ten utwór bardzo mi się z nimi kojarzy i bardzo go lubię <3

Podzielę się także moim pierwszym 'utworem'. Od tego wiersza wszystko się zaczęło, zaczęłam pisać, myśleć, zastanawiać się, odnajdywać, ukrywać pod postacią słów...
    
***3***
Tak wiele jest słów , które chciałabym powiedzieć
lecz powiedzieć cokolwiek jest tak trudno.
Od tego hałasu pęka mi głowa,
a dusza rozdziera się na kawałki.

Płaczę, myśląc co będzie jutro.. 
Może mnie już nie będzie? 
Łudząc się w nadziei, że to już koniec
Zasypiam, aby śnić o spokoju

Mam nadzieję, że odejdę we śnie..

O szczęśliwym świecie bez wojen.
Aby zasnąć w swoim ciepłym łóżku
z ukochanym psem na brzuchu..

Boję się, że w końcu nastanie dzień,
kolejny, w którym ukryję swą twarz.
Uśmiechnę się na każde "cześć"
A później znów pogrążę się w oceanie łez

Boję się obudzić, obudzić ze snu,
w którym wszystko jest tak poukładane
lub, w którym panuje prawdziwy zamęt, 
ale wiem, że to kolejny tylko sen.

Lecz kiedy już słońce wstaje za horyzontem
I widzę jego ciepłe, jasne promienie
Ogarnia mnie chwilowa błogość..
A później jest już tylko rzeczywistość....
**********
  Oczywiście poezja rzeczywistości nie równa- nie łudźcie się, że 'marzę o szczęśliwym świecie bez wojen'- wyrosłam już z naiwności. Również bujdą jest to, że 'płaczę, myśląc co będzie jutro' oraz 
'Uśmiechnę się na każde "cześć" 
A później znów pogrążę się w oceanie łez' .
Postanowiłam to tu umieścić, ponieważ od tego zaczęła się moja przygoda, a wiersze często są przekoloryzowane, nigdy nie byłam i nie zanosi się na to, abym została depresyjnym emo. To po prostu wiersz, ma spełniać swoje funkcje i moje zamiary.

****4*****
Stała mała dziewczynka na śniegu, na mrozie
Zziębły jej usta, policzki i dłonie,
Owiało oczy,dłonie i serce
I nie widziała dziewczynka światła...
Wszystko na co patrzyła było szpetne, okropne..
Wszystko czego dotykała niszczył żar.
Nie czuła ciepła serca, nosiła tylko chłód
Zabijała słowem, ostrym jak miecz.

Co się stało z Tobą dziewuszko?
Tak przemarzłaś , że aż żal...
W kamień Ci się serce zmieniło
Poczuj ciepło mojej dłoni..
Poczuj ciepło moich warg.
Otrzyj swoje rzęsy o mój policzek
Może ciepłe złoto przemieni Cię w żar?

Znów poczujesz życie mała..
Znów będziesz widzieć blask.
Znów usłyszysz tę pieśń nieznaną
Jak za dawnych, dobrych lat.
Znów poczujesz ciepło dłoni,
Bliskość swoich sióstr.
Ogrzeją Cię na nowo ich gorące uczucia
I w sercu popłynie ciepły, złoty miód...
10.12.2012
************
Wiersz zainspirowany znaną bajką Andersena "Dziewczynka z zapałkami". Jedna z najbardziej smutnych i wzruszających bajek. W zasadzie nie odbiega zbytnio od rzeczywistości....Wtedy miałam też zamiar pisać o małej dziewczynce nie znającej żadnych uczuć, zimnej jak głaz, który nie sposób ogrzać. Nie jest zimna tylko z zewnątrz, chłód jest wewnątrz niej.
I na koniec zakończę nie poezją- ale filmikiem o jesieni. Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam jesień, krajobraz, wiatr, zapach....bo mamy jesień, prawda?
Tak czy owak- sami spójrzcie i oceńcie, czyż to nie jest cudo?




piątek, 12 września 2014

Ankieta: Psy.

Witam.
Ostatnio postanowiłam przeprowadzić ankietę odnośnie psów. Jak wiadomo od dawien dawna pełniły funkcje obronne, gończe (tropiły), ratowały / szukały ludzi, pomocne, towarzyskie. Psy....ogólnie zwierzęta- są warte uwagi. Idąc po ulicach miasta mijają mnie ludzie z małymi psami pokojowymi, tymi 'słodkimi, misiami, przytulankami'. Wracając do domu rozmijałam się z panią, która wyprowadzała na spacer wielkiego nowofundlanda i małego white teriera. Zgodne życie psów o tak zróżnicowanym wzroście jest możliwe jak widać, choć słyszałam (od ludzi, którzy kompletnie nie znają się na psach), że wielki pies prędzej zagryzie tego małego, niż pozwoli mu spać obok siebie. Co prawda to prawda, duży pies ma przewagę, ale wspólne życie jest możliwe, przyjaźń między nimi też, a co więcej im pies większy- tym bardziej zdaje sobie sprawę ze swej wielkości i uważa, aby nie zrobić komuś krzywdy. Można to zauważyć choćby karmieniem z ręki. Ja sama karmiąc psa małego dużo razy zostałam 'uszczypnięta' zębami, często podrapana. Za to duży pies nigdy nie zahaczył mnie zębami.
Ok, wracając do tematu. Większość z moich ankietowanych (którym dziękuje za odpowiedzi), otwarcie mówi, że woli duże, dostojne, zrównoważone  psy. Te małe są zbyt rozszczekane, przypominają szczury, są wredne, mają denerwujący głos. Wśród wymienianych padły takie rasy jak: yorkshire terier, pekińczyki, buldogi angielskie, mopsy (choć ja uważam, że buldożki i mopsiki nie są takie złe) i etc. - choć nie znam takiej rasy jak 'etc." i nie wiem jakie rasy ankietowani mieli na myśli. Jednak znaleźli się tacy, którzy mówili, że rozmiar nie jest ważny- po prostu lubią wszystkie psy. Rozśmieszyła mnie opinia jednego ankietowanego, który twierdzi, że jamniki są urocze, słodkie, mają takie cudne oczy. Ok, może mają cudne oczy i są słodkie- ale co najwyżej dla właściciela. Jamniki to psy, które są bardzo terytorialne i udowodniono, że są to psy, które najczęściej pogryzły człowieka. Nie dziwne- choćby z relacji listonoszów tak wynika. Wbrew pozorom to wcale nie są takie małe, słodkie przytulanki. Owszem są wyjątki, ale jak mówię: TO SĄ WYJĄTKI.
Wśród dużych psów  na pierwszym miejscu ex aequo znalazły się owczarek niemiecki i husky. Są to niewątpliwie piękne psy. Boże co ja mówię! Są to wręcz cudowne psy! Piękne, mądre, inteligentne, wesołe i w ogóle wspaniałe!
Owczarki niemieckie są bardzo związane z człowiekiem, to nie jest pies, który będzie siedział na łańcuchu czy w kojcu, człowiek przyjdzie do niego z miską, dwa razy klepnie po głowie i 'na dziś starczy tych pieszczot". Owczarki wybierają sobie pana- jednego i chcą być cały czas z nim. Są chętne do współpracy, szybko się uczą, mają (jak to owczarki) instynkt obrończy, bo jakby ktoś nie wiedział- kiedyś służyły do obrony owiec. Można zauważyć to choćby po tym- już w młodym wieku owczarki lubią zabierać buty, czy inne części garderoby, lub zwyczajnie- zabawki i zanoszą je do swojego legowiska, pilnują, strzegą. One lubią być za coś odpowiedzialne- to im do dziś pozostało. Moja Gin miała owczarka, o którym marzyła od najmłodszych lat- z przyczyn mieszkaniowych, zdrowotnych i osobistych musiała ją oddać, ale suczka jest naprawdę wspaniała. Nie są sądziłam, że nawet ja tak do niej przywyknę. Było mi bardzo żal, że musiała ją oddać, ale na szczęście w dobre ręce. Osobiście ze wszystkimi owczarkami z jakimi miałam przyjemność- zachowuję miłe wspomnienia, są naprawdę łagodne, ciekawskie, czasem uparte, ale naprawdę wierne.
     

Husky- to pies, który łączy w sobie pierwiastek wilka, psa i kota. Jest mistrzem ucieczek, ponad to jest ponadprzeciętnie inteligentny, szybko się nudzi, sierść z niego leci garściami, na śniegu wygląda majestatycznie. Jeżeli ktoś kupuje husky ze względu na jego heterochronię lub ze względu na te piękne, niebieskie oczy- to będzie oglądał jego ogon, a nie oczy. To jest pies, który ma w dupie ludzi i ich rozkazy. Owszem- idzie nad nim zapanować, to w zasadzie nie jest takie trudne jakby mogło się wydawać. Po prostu trzeba go zdominować, pokazać kto tu rządzi, ale broń Boże przemocą. Od razu zastrzegam- on lubi sobie za sarenką pogonić, wyłapać trop i nie zważać na wołania, może biec i biec (nawet do 60 km bez oglądania się za siebie i oblewania krzaczków), a potem się gubi, bo nie znaczył tropu, który pozwoli mu wrócić do domu. Często te psy nie szczekają- a wyją i skamlą. Jak wiadomo służyły do ciągnięcia sań i dalej służą, z tym, że to trochę głupie- brać psa na łańcuch, aby mieć z niego pożytek, a gdy mrozy się skończą- spuszczać psa i dalej róbta co chceta. Te psy nadal muszą walczyć o przetrwanie i dlatego potrafią polować i ustalają hierarchię w stadzie. Tak jest na Syberii, na północy (Grenlandia) etc. Przyznam się, ze miałam bzika na ich punkcie, dlatego sporo o nich wiem, a i mój pies jest mieszanką kundelka i husky.

Na trzecim miejscu stoją labradory i Golden retrievery. Zapewne wielu z Was oglądało film "Marley&Me", może ktoś czytał książkę. Osobiście polecam. Te psy są bardzo do siebie podobne zarówno z wyglądu jak i z charakteru- tyle, że goldeny mają długą sierść, są mniejsze, bardziej wątłe i bardziej nieufne. To znaczy: albo ja spotykałam przerośnięte labradory i niedożywione goldeny, albo tak po prostu jest jak wcześniej napisałam. Kiedyś te psy służyły do aportowania- labradory aportowały ptactwo wodne (jak ktoś ma labradora to pewnie musi uważać na wszelakiego typu kury, kaczki, gęsi etc.) Obu rasom trzeba zapewnić sporo ruchu, bo będą niewyżyte, będą wariować, strącać ogonem, drapać meble, drzwi i wszystko co się napatoczy. Obie rasy są przyjaźnie nastawione do człowieka i o tyle o ile husky mają ludzi w dupie, o tyle labradory kiedy człowieka zobaczą to cieszą się jakby widzieli św. Mikołaja. A im brudniejszy tym bardziej wybrudzi  skacząc, merdając i ciesząc się. No i jak można się na takiego złościć?

Następnie zostały wymienione takie rasy jak: bernardyn, rottweiler, kuvasz, owczarek szkocki (collie), doberman, amstaff, Alaskan malamut i ogólnie duże "miśki". Obalam ten dziecinny mit, że rottweilery, dobermany i amstaff'y to jakieś groźne bestie. Są to psy z temperamentem- szczególnie amstaff-y, ale mając odpowiednie podejście- da się zrobić z nich przytulankę, łagodnego psiaka, a kiedy trzeba to obrońcę. Tylko to są psy, które wymagają uwagi, dobrego podejścia, ruchu. Te psy należy zmęczyć, bo inaczej można pożegnać się z meblami, ścianą i innymi istotnymi elementami mieszkania. Chcę obalić też ten mit, że rottweilery są najgroźniejszymi psami świata. Dupa lampa. To są naprawdę łagodne psy- tyle, że nie dadzą sobie w kufę dmuchać. Są cierpliwe, ale także do czasu. Zapewne słyszeliście te dowcipy o jamniku i rottweilerze, który go zjada. No właśnie- nawet taki opanowany pies w końcu nie wytrzyma jazgotu jamnika. Dobermany służą do pilnowania posesji, są szybkie, zwinne, także bardzo inteligentne. Ja w moim życiu poznałam jednego dobermana, a właściwie dobermankę. Była bardzo łagodna, ale bardzo nieufna, strachliwa, a nad to bardzo wierna, do swojego pana nie pozwoliła się zbliżyć na odległość mniejszą niż by jej pasowała. Nie to, że atakowała, ale minę miała niezbyt łagodną, krok dalej, a warczała i przysuwała się coraz bliżej właściciela. Do dziś nie wiadomo czy sama szukała azylu, czy tak bardzo była zazdrosna o właściciela. 
Malamuty to większe haskie. Bardziej terytorialne, bardziej agresywne, bardziej wytrzymałe, większe..
I przy okazji- na wystawach niebieskie oczy u malamuta są niedopuszczalne.
Takie psy jak bernardyn, czy collie występowały w filmach np. "Beethoven" czy "Lessie" co przyniosło rasom popularność.

Ostatnia kategoria, w której ankietowani wymienili konkretną rasę, ale rasa pojawiła się jednorazowo to: nowofundland, samojed, szpic niemiecki i japoński, wyżły (raz padło wyżeł weimarski), a tak to ogólnie wyżły, harty, bulterier,  beagle, cocker spaniel, chihuahua,  pointer, bokser, owczarek kaukaski, terier walijski, brytan (choć to nie rasa, a powiedzenie na dużego psa typu mastiff), owczarek anatolijski,  owczarek podhalański, pirenejski pies górski, pies Boo, leonberger, landser, buhund norweski, wilki, sznaucer, akbash dog, dalmatyńczyk, psy pierwotne, dog niemiecki, kundelki, jeden z niedoszłych ankietowanych uwielbia dogi argentyńskie.
Z wymienionych wyżej styczność miałam z nowofundlandem (jak już wcześniej napisałam). Są to naprawdę spokojne i zrównoważone psy, kochające wodę. Kiedyś były używane do wyławiania sieci z wody, do ratowania i wyciągania także ludzi. Małe szpice są rozszczekane, ale te większe bardziej spokojne. No i bardzo ciekawskie. Z mniejszymi szpicami kontakt miałam, z samojedem nie, choć też mi się podobają. Wyżły są bardzo dostojne, wraz z Dyziem i Gin chciałyśmy pogłaskać pewną weimarkę, ale była płochliwa i się bała. W rezultacie podziwiałyśmy tylko posturę i jej piękno. Wyżły wszelakiego typu także przypadają mi do gustu :)
Charty- psy wyścigowe, potrzebują sporo ruchu, właściwego odżywiania się, dobrej opieki.. Styczność miałam tylko z Whippet'em. Zrobił na mnie pozytywne wrażenie. Beagle- psy aportujące, płoszące, tropiące...no ptactwa pilnować trzeba, są też dobrymi uciekinierami. Wesołe psiaki, choć trochę niesforne. Z chihuahua miałam kontakt, raz nawet ostatnio w sklepie, kiedy stałyśmy z Ginger w kolejce. Do teraz mi wypomina, że mój znak rozpoznawczy to jest "Patrz! Ta pani ma na rękach chihuahuę!"
Pointera nie miałam, nie głaskałam, a szkoda, bo to piękne psy. Uczestnik ankiety poleca. 
Boksery- nie wiem, dlaczego niektórzy mają jakieś dziwne zastrzeżenia- przecież to kochane psiaki. One mają tylko wygląd przedni, taki dla odstraszenia. Ogólnie to bardzo miłe i sympatyczne psy. Moja ciocia kilka lat miała boksera i ani razu nie wykazał się agresją.
Kaukazy- no...ogromne psy, bardzo mocne, czasem agresywne, choć w domu kochane. Mogą pełnić funkcje ochroniarza. Widziałam kilka razy kaukaza- dla właściciela był najłagodniejszym psem na świecie, ale intruzów na posesję nie wpuścił.
Pominę resztę ras pasterskich, obronnych, szpiców i terierów. Pies Boo to jeden osobnik, pomeranian, którego musieli ogolić i wygląda teraz jak wygląda, jest uznawany za "najsłodszego psiaka na świecie"...
Dalmatyńczyk zasłynął wpierw w książce "101 dalmatyńczyków", później w filmie o tym samym tytule. Uwaga, uwaga!- dalmatyńczyki nie przepadają za dziećmi z zasady, one są ukazane tylko w taki słodki sposób, mogą być rodzinne, nie mówię, że nie, ale za dziećmi nie przepadają. Zresztą jak wszystkie gończe. Nieodpowiednio wychowane osobniki traktują dzieci jak zabawki albo zwierzynę i mogą wyrządzić im krzywdę. Na początku psy rodzą się całe białe, a cętki zdobywają wraz z wiekiem, średniego wzrostu psy, kiedyś towarzyszyły zaprzęgom.
Dogi niemieckie- prawie największe psy na świecie (prawie- bo wilczarze irlandzkie są większe), to są psy często niezdarne, tak jakby mieć w domu takiego szczeniaka, tyle, że o dużych rozmiarach. Nie mówię, że nie potrafią zadbać o siebie, kiedyś polowały i to nie na króliki, a na 'grubego zwierza'. Z natury to łagodne, przyjazne psy, ale czujne i bardzo żywe. Psiaka trzeba wykarmić, duży jest i dużo je, ale za to jest bardzo rodzinny i swoją obecnością wynagradza koszty związane z jego utrzymaniem.
I na sam koniec- dogi argentyńskie. Są lekkie, mają proporcjonalnie lekki kościec, co pozwala im być szybkimi. Aktualnie wykorzystuje się je do pilnowania posesji, ale kiedyś polowały na pumy, jaguary..Ich ubarwienie jest całkowicie albinoskie, mordka kwadratowa, bardzo mocna szczęka. Samce są bardzo terytorialne. Na swój teren nie wpuszczą innego samca. Za to w stosunku do ludzi jest bardzo wierny i lojalny. Znany z odwagi, śmiałości jest nieustępliwy, nie boi się. Jest to jedna z niewielu ras pochodząca z Ameryki Południowej i nawiązując do wcześniejszego tematu: porównując rottweilera i Dogo Argentino- bardziej niebezpieczny jest ten drugi.
Co do pierwotnych ras to są to m.in Pies Faraona, Greyhound, Cirneco Dell' Etna, Podenco Ibicenco, chart hiszapański, saluki, Sloughi, Carolina Dog, Alaskan Malamute- wcześniej wymieniony, Mastyf, Pies Eskimoski, Dog niemiecki, także wymieniony, Pirenejski pies górski, mastyf pirenejski, Canaan Dog, jest też Shiba Inu, Ainu i jeszcze wiele, wiele innych..
Cóż...na tym chyba zakończę, choć chciałabym dużo, dużo więcej napisać, bo psy to ogólnie temat bardzo ciekawy jak dla mnie. Może jeszcze kiedyś skuszę się rozwinąć bardziej ten temat. A tak swoją drogą dziwi mnie fakt, że nikt nie wymienił seterów i innych gończych. To bardzo inteligentne zwierzęta i także bardzo łagodne ( w większości) o ponadprzeciętnym zmyśle węchu. Pominęłam wilki, ale o nich zapewne zrobię osobną notkę.

Co do majestatycznych wilków: nie mogę się powstrzymać, aby ich tu nie umieścić, tym bardziej, że od nich pochodzą wszystkie rasy psów, te lubiane i te mniej lubiane. Zobaczcie jaką dobrą robotę zrobiły!


Wszystkie zdjęcia- jak można się domyślić są z Google. Brałam co mi się podobało.




wtorek, 9 września 2014

***Wstęp***

Witam!
Na samym początku chciałabym wszystkich odwiedzających serdecznie przywitać. Mam nadzieję, że mój styl przypadnie Wam do gustu, historie, opowiadania bądź 'myśli, refleksje, smęty, lamenty'- dadzą do myślenia, zrelaksują, uspokoją, pobudzą, targną Wami emocje.
Dla mnie prowadzenie / pisanie bloga to całkowicie nowe doświadczenie, nie wiem czy powinnam pisać, że kompletnie się na tym nie znam, ale ogólnie uwielbiam pisać i chcę się po prostu sprawdzić. Zdaniem moich sióstr z wyboru- coś z tego będzie, bo 'mam dryg do pisania'. W zasadzie to one zakorzeniły we mnie myśl o blogu- już kilka miesięcy temu, ale zawsze szukałam wymówek- teraz mam czas i ta myśl coraz bardziej nie dawała mi spokoju. Kiedy tylko rzuciłam hasło 'chyba założę bloga'- to bez zastanowienia usiadły przy swoim komputerze i 5 minut później- mój blog istniał! Teraz już nie mam wymówki, po prostu będę pisać.
Skąd taki nagłówek?
Otóż nigdy nie wiem jaki nadać tytuł, nagłówek, imię, miano. Pisanie bloga traktuję zupełnie na luzie, chcę aby to była zabawa, a nie obowiązek. Każde zdanie, nawet jeżeli istotne- jest tylko refleksją, która nie ma na celu narzucać, ale ma dawać powód do zastanowienia się. Interpretować można jakkolwiek, można brać wszystko na poważnie, można to brać pół żartem-pół serio, a można widzieć w tym tylko i wyłącznie zabawę. Dla mnie na pewno jest to frajda, a dzielić się doświadczeniami, myślami lubię, a także lubię kiedy ktoś dzieli się nimi ze mną, równoznacznie można to odebrać jako prośbę, aby swoimi przemyśleniami / doświadczeniami się podzielić. Będę bardzo rada. Można też zadawać mi pytania, których nie pominę (o ile nie będą gimbusiarskie). Co ciekawszy temat rozwinę na blogu :)
Moja Dyzia śmieje się ze mnie, że przesiaduję na ask'u, ale tam zaczynałam! Więc pytania kierujcie tu: ask.fm/celevra17 , bezpośrednio tu (blog) lub na mój e-mail celevra17@interia.pl
Chciałabym też, abyście wiedzieli kto siedzi po drugiej stronie, bo dzisiaj o oszustów nietrudno. Danymi personalnymi się dzielić nie będę, ale na 100% jestem kobietą (przynajmniej tak było kiedy ostatnio sprawdzałam). Zupełnie nie wiem co mogłabym o sobie napisać, wnioski (to jaka jestem, co lubię, czego nie lubię etc.) wolę zostawić zainteresowanym. Muszę przyznać, że lubię kiedy ktoś mnie rozgryza cal po calu. Zaiste cudowne uczucie- być dla kogoś tajemnicą. W zasadzie czasem sama dla siebie jestem tajemnicą, ale 'kobieta nie jedno ma imię', czy 'nie jedną ma twarz'...czy coś takiego...nie wiem czy to tekst piosenki czy usłyszałam gdzieś i zapamiętałam, ale pasuje xD
Nie lubię upubliczniać swojej twarzy, ale na ask'u już nie raz zostałam poproszona o zdjęcie i jestem pewna, że na każdym portalu społecznościowym prędzej czy później to nastąpi, więc równocześnie na dowód, że jestem baba i zapobiegając błaganiom dodaję jedno jedyne zdjęcie, na którym co nieco widać. Jednocześnie jest to moje profilowe, tyle, że tu jest całość- oryginał. Zdjęcie zostało zrobione przez mojego Dyźka, a jest rozmazane, bo ponoć jestem 'nadpobudliwa' i 'nie idzie mnie ogarnąć', po prostu ruszyłam roślinką, którą trzymałam w ręce, a ona pstryknęła w tej samej chwili foto, obrobiła w programie i powstało coś takiego jak niżej :)
Cóż- kłaniam się, zachęcam do czytania, komentowania, pytania i żywię nadzieję, że się spodoba :)